Powstanie ciał niebieskich

Pod sam koniec XVIII w. żył Piotr Laplace, znakomity astronom, który tłumaczył powstawanie ciał niebieskich.

Już za czasów Laplace’a wiedziano, że na niebie są mgławice, składające się z gazów bardzo silnie rozżarzonych i dlatego świecących. Mgławice można zawsze dostrzegać za pomocą lunet. Widać je jakby drobniutkie, świecące obłoczki. Laplace tak rozumował: Jeżeli z pary wodnej przez oziębienie tworzy się wreszcie ciało stałe, to zapewne i z mgławic mogły powstawać przez oziębianie się i kurczenie się ciała niebieskie

Laplace twierdził, że niegdyś nie było słońca z jego dzisiejszymi planetami i że całą przestrzeń świata zajmowała olbrzymia mgławica. Mgławica obracała się koło swej osi, podobnie, jak obraca się ziemia nasza koło swej osi, co powoduje – jak wiadomo – zmianę dnia i nocy. Mgławica ta, będąc silnie rozżarzona, wysyłała dokoła zarówno światło jak i ciepło, podobnie jak i obecnie odczuwamy światło i ciepło od strony słońca. Wysyłając to ciepło mgławica traciła je i stopniowo ochładzała się, a to powodowało kurczenie się czyli zmniejszenie jej objętości. Z drugiej strony zmniejszanie się objętości wpływało na szybszy ruch obrotowy, tzn. że mgławica obracała się szybciej dookoła swej osi. Łatwo możemy się przekonać, że różne punkty tej mgławicy biegły dookoła osi z różną szybkością. Wystarczy zwrócić uwagę na ruch ziemi dokoła osi. Wiemy, że ziemia obraca się raz w ciągu doby; wiemy również, że jeżeli w Krakowie mamy południe, tj. chwilę, gdy słońce znajduje się najwyżej ponad horyzontem, to i we wszystkich punktach Europy i Afryki, leżących na tym samym południku będzie również południe. Po upływie doby we wszystkich tych punktach znowu będzie południe, bez względu na to, czy ten punkt znajduje się na równiku, czy na półkuli północnej, czy też południowej; to znaczy, że wszystkie punkty na ziemi poruszają się z tą samą szybkością (kątową). Inaczej rzecz się ma, gdy rozważamy drogę jaką te punkty przebiegają; na równiku droga ta jest największa; zmniejsza się, gdy posuwamy się na północ czy na południe od równika, wreszcie na biegunach zanika, gdyż bieguny znajdują się już na osi obrotowej. To samo działo się w tej mgławicy. Najszybciej obiegały dokoła osi te punkty, które najbardziej oddalone były od biegunów; właśnie były niejako równikiem mgławicy. Ale mgławica utworzona była z rozżarzonych gazów; to też uległa łatwo zniekształceniu i punkty równikowe, biegnące z szybkością największą, oddalały się stopniowo od osi. Jednym słowem, mgławica płaszczyła się coraz bardziej. Stawała się krążkiem, obracającym się dokoła pewnej osi, aż doszło do tego, iż odrywał się od tej całości, stanowiącej mgławicę, pewien pierścień, który krążył dalej dokoła wspólnej osi. A tymczasem w samej mgławicy odbywał się w dalszym ciągu ten sam proces; mgławica ostygała, kurczyła się w dalszym ciągu, płaszczyła się, aż znów odrywał się drugi pierścień, potem trzeci itd. Ale i te pierścienie ochładzały się, kurczyły się, zmieniały swą postać i albo rozbijały się na grupki, które z biegiem czasu zamieniły się, w szereg drobnych planet, krążących dokoła słońca, albo też, jeśli w danym pierścieniu oderwanym znalazło się w pewnym miejscu jakieś bardziej gęste jądro, to te rozżarzone gazy mogły zebrać się w tym miejscu i utworzyć jedną bryłę. Bryła ta krążyła w dalszym ciągu dokoła tej środkowej mgławicy ; z drugiej strony ostygała, przechodziła ze stanu gazowego w płynny, a potem i w stały. Tworzyła się jedna z planet naszych. W końcu reszta mgławicy, po oderwaniu się tych pierścieni, z których utworzyły się planety, ściągnęła się i utworzyła słońce nasze, dokoła którego krążą planety, W’ tej liczbie i nasza ziemia.